lubowych muszkieterów było czterech. Czesława Nowicka (ona sobie taki klub dla pracowników służby zdrowia wymyśliła), Irena Mykaj, Marian Geppert i Leon Radziński (oni dzielnie wspierali ją w realizacji). Społeczny Komitet Budowy otrzymał pod koniec lat sześćdziesiątych tzw. wszechstronna moc prawna od Miejskiej Rady Narodowej w Bydgoszczy no i zaczęło się wielkie kopanie pod Zaułkiem. Po pięciu latach żmudnej pracy w piwnicach 21 stycznia 1973 roku odbyło się ich uroczyste otwarcie (wtedy były tylko dwie, trzecią odkopano dopiero w roku 1975). Pierwszym kierownikiem klubu został Bogdan Konikowski (trudno go spytać jak to wszystko się zaczęło, bo dziś mieszka w Kanadzie). Dwa lata później instruktorem kulturalno - oświatowym w randze szefa "Medyka" została Olga Brysiak. Pensja nauczycielki w szkole nie wystarczyła jej do spłaty zaciągniętej pożyczki, więc się zaciągnęła do dodatkowej roboty.

Tak zawsze wyglądała ulica Zaułek, gdy "Medyk" organizował tutaj jarmarki. Na przykład - pałucki albo kujawski.

Wyobrażacie sobie ulicę Zaułek tętniącą życiem? Ależ, oczywiście. Bo to tu właśnie w połowie lat siedemdziesiątych odbywały się najróżniejsze jarmarki. Na przykład: Pałucki, Kaszubski czy Kujawski. W klubie - jak wspomina Olga zaczęły się pojawiać mało znane wtedy jeszcze, ale już bardzo utalentowane nazwiska. Kabaret "Tey", któremu przy fortepianie akompaniował Zbigniew Górny, Kora Jackowska z zespołem "Manaam", która już wtedy śpiewała teksty Karola Sipowicza, dziś - męża, był Wiesław Gołas, Maciej Damięcki i Tadeusz Drozda...

Gdyby połączyć wpisy Władysława Komara i Tadeusza Drozdy (na zdjęciu) dedykacja w pamiątkowej księdze "Medyka" brzmiałaby mniej więcej tak: "Chociaż klubów jest bez liku, to najlepszy jest w "Medyku", ożesz ty ku..."

W klubie trwała wytężona praca - tu odbywały się zjazdy lekarzy piszących, śpiewających i grających na scenach teatralnych. Tu organizowano plenery malarskie, wernisaże, galerie poezji. A galeria nazwisk ludzi, którzy tu bywali albo przed albo po oficjalnych występach w Bydgoszczy jest godna pozazdroszczenia: Aleksander Bardini, Władysław Hasior, Józef Szajna, Grażyna Barszczewska, Roman Wilhelmi, Lucyna
Aleksander Bardini z niedowierzaniem pytał: Olga, ty naprawdę jesteś w stanie sprowadzić tu każdego?
Winnicka, Adam Makowicz. Oj, długo by można wymieniać. Ale nie tylko wielkimi nazwiskami żył w minionych latach "Medyk". Zawsze promował też własne środowisko kulturalne. To tu zaczynały swoją karierę "Żuki", tu śpiewała Basia Gołaska, Basia Kalinowska, pierwsze wprawki odbywali aktorzy Teatru Polskiego, którzy potem dopiero grali prawdziwe premiery na deskach teatru. A kabaret "Klika" wystąpił w dniu, w którym w Związku Radzieckim umarł Leonid Breżniew.

Czasy Olgi skończyły się w roku 1996. "Medyk" jednak nie został zasypany.

Między innymi dlatego, że miał zawsze swoich stałych bywalców. Wśród nich był również Witek Mikler, który przed paroma laty podjął się szaleńczej roboty: chciał podtrzymać dobre klubowe tradycje. Teraz, choć zmieniły się nasze przyzwyczajenia i oczekiwania, dobry duch "Medyka" pozostał.

Inne fotki z tamtych czasów:

Maciej Damięcki był tu jednym z wielu gości z tzw. nazwiskiem. Szybko jednak poczuł się w "Medyku" jak "swojak". Sylwia Kreja (pierwsza z lewej) równie dobrze czuła się na scenie mediolańskiej La Scali, jak i w piwnicy "Medyka". Zespół, który tu stworzyła zachwycał swoim profesjonalizmem. Marek Wardziński był w "Medyku" pierwszym z prawdziwego zdarzenia "didżejem". Już wtedy był w stanie sprostać najlepszym współczesnym mistrzom dyskotekowych "mieszanek".
Każda impreza gromadziła w "Medyku" zarówno grono stałych bywalców jak i tych, którzy słyszeli, że tu zawsze dzieje się coś ciekawego. "Medyk" zawsze promował swoich, czyli regionalnych artystów. Gromkie brawa zbierała tu m.in. Barbara Kalinowska. Zachwycały też romanse Barbary Gołaskiej
A gdy wszyscy dość mieli szarej codzienności - przebierali się i balowali w piwnicy do bladego świtu.